- Ja i tata wychodzimy do restauracji, być może Adam dostanie awans - odpowiedziała jej mama i uśmiechnęła się do małżonka. - Jak chcesz to możesz zaprosić Michaela i zamówicie sobie pizze czy coś.
- Okej. - powiedziała Mary po czym weszła na górę. Postanowiła się przebrać, ale nie mogła znaleźć nic ciekawego, więc zadzwoniła po swoją najlepszą przyjaciółkę Elizabeth i poszły na zakupy. Do kolacji miała jeszcze półtorej godziny: półgodziny zajmie im droga do centrum i z powrotem, więc mają godzinę na kupienie czegoś ładnego.
- Hej Liz, wsiadaj. - powiedziała podjeżdżając pod jej dom. Liz siedziała na schodkach. - Musimy się pospieszyć.
- Ruszaj.
Po 15 minutach drogi dziewczyny wysiadły na parkingu i ruszyły szybkim krokiem do ich ulubionego sklepu - Olivia's house. Było tam wszystko - od ubrań, przez kosmetyki, po buty. Liz zaprowadziła Mary do działu z sukienkami i od razu znalazły idealną sukienkę - czarną u góry, łososiową u dołu, bez ramiączek. Od razu pobiegły do przymierzalni.
- Jeju, ślicznie w niej wyglądasz skarbie! Musisz ją kupić!
- No a buty? - zapytała Mary. - Mama bierze moje czarne szpilki na dzisiejszą kolację z tatą i jakimś gościem.
- Poczekaj chwile. - powiedziała Liz i uciekła w sklep. Po niecałych pięciu minutach wróciła z pięknymi czarnymi szpilkami i wręczyła jej. - Przymierz.
Mary wyglądała pięknie i jak to przystało na dziewczyny strzeliła sobie kilka selfie w przymierzalni, po czym przebrała się i poszła zapłacić.
Przy kasie stał jakiś chłopak, słodki blondyn, który prosił kasjerkę o pomoc przy wybraniu butów na urodziny swojej mamy, ale ona widocznie nie miała ochoty mu pomóc.
- Liz? - odezwała się Mary.
Przy kasie stał jakiś chłopak, słodki blondyn, który prosił kasjerkę o pomoc przy wybraniu butów na urodziny swojej mamy, ale ona widocznie nie miała ochoty mu pomóc.
- Liz? - odezwała się Mary.
- Hm?
- Pomożemy mu?
- Pomóż mu, znalazłam przecudowne buty, muszę je przymierzyć. - powiedziała i pobiegła do miejsc siedzących. Mary westchnęła.
- Pomóż mu, znalazłam przecudowne buty, muszę je przymierzyć. - powiedziała i pobiegła do miejsc siedzących. Mary westchnęła.
- Hej, pomóc ci w czymś? - podeszła do blondyna i uśmiechnęła się.
- Jakbyś mogła, to pomóż. Moja mama ma jutro swoje 45 urodziny i chciałem jej kupić buty, ale nie mam pojęcia, które wybrać. - blondyn powiedział też, że jego mama lubi eleganckie ubrania i ma numer 39. Poprosił Mary o to, żeby przymierzyła jedne z tych, które wybrał. Wzięła czarne buty na koturnie.
- I jak?
- Są piękne, dziękuje.
Blondyn odprowadził Mary do kasy, jeszcze raz dziękując i żegnając się z nią zapłacił za buty i wyszedł.
W drodze powrotnej Mary myślała o nim cały czas, z czego Liz się śmiała. W domu Mary szybko się ogarnęła i zadzwoniła do Michaela.
- Hej skarbie, wpadniesz do mnie?
- Kto mówi? - odezwał się damski głos.
- Jestem Mary, dziewczyna Michaela. A ty to...?
- Jestem Jessica. Czekaj... CO?! DZIEWCZYNA?! JAKA DZIEWCZYNA?! Przecież to ja chodzę z Michaelem od roku!
- Co... Nie wierzę... Cześć... - rozłączyła się. Pierwsze co zrobiła to pobiegła na górę i zawinęła się w koc, położyła się na łóżko i zaczęła płakać.
W drodze powrotnej Mary myślała o nim cały czas, z czego Liz się śmiała. W domu Mary szybko się ogarnęła i zadzwoniła do Michaela.
- Hej skarbie, wpadniesz do mnie?
- Kto mówi? - odezwał się damski głos.
- Jestem Mary, dziewczyna Michaela. A ty to...?
- Jestem Jessica. Czekaj... CO?! DZIEWCZYNA?! JAKA DZIEWCZYNA?! Przecież to ja chodzę z Michaelem od roku!
- Co... Nie wierzę... Cześć... - rozłączyła się. Pierwsze co zrobiła to pobiegła na górę i zawinęła się w koc, położyła się na łóżko i zaczęła płakać.